Minęły dwa lata od kiedy postanowiłem, że napiszę w pełnym tekście podsumowanie roku. Na co dzień podsumowuję różne rzeczy, od dni, miesięcy, po efekty w treningach, terapii czy biznesie i od dawna widzę jak dobrze na mnie takie podsumowania działają. To podsumowanie postanowiłem napisać z paru powodów. Po pierwsze, zauważam u siebie tendencję, by zaniżać swoje osiągnięcia, wymagać nierealnych rzeczy (lub przynajmniej w nierealnie krótkim czasie potrzebnym by to osiągnąć). Dopiero podsumowując widzę, że kurde, zrobiłem naprawdę kawał roboty, a żyjąc z dnia na dzień jakoś mi to umyka. Po drugie, jednym z planów na przyszły rok jest rozpocząć pisanie artykułów o fizjoterapii, sporcie i zdrowiu i jest to dla mnie test – czy potrafię składnie napisać artykuł, a także sposób na otworzenie się na ludzi – bo dopiero w tym roku poczułem się swobodnie, by bardziej dzielić się swoim życiem prywatnym na np. facebooku. Ten tekst nie jest w pełni związany z tymi tematami, ale mimo to czuję, że chcę go napisać – dla samego siebie, żeby się rozliczyć z paru rzeczy, a może przy okazji kogoś zainspiruję do pisania swoich własnych podsumowań. Ten rok był obfity w zmiany. Naprawdę czuję, że zmieniło się wszystko.

Klatka do kalisteniki

Klatka do kalisteniki

Zacznę od sportu, pierwszego elementu, który czuję, że spaja wszystko w całość. Rok rozpocząłem od gry w hokeja na lodzie. Mimo, że na łyżwach czuję się swobodnie, to gdy to krążek, a nie ja sam, wyznaczam kierunek jazdy, to wszystko się zmienia. Gdy dodać do tego to, że co najmniej 3 zawodników jedzie na mnie, z czego jeden na pewno nie potrafi wyhamować (amatorzy tak mają) – rodzi to sporo stresu i uruchamia chęć przetrwania. W lutym były narty, jedne z ciekawszych, bo pierwsze w pełni sfilmowane. Kupiłem drugą kamerę (pierwszą utopiłem chwile wcześniej, bo w grudniu, podczas surfowania na Filipinach), nakręciłem całą rodzinę jak i swoje przejazdy w puchu, z czego zmontowałem całkiem ładny (tak mówią), film podsumowujący. Przez cały rok nakręciłem też sporo materiałów z różnych innych sportów, z których planuję zrobić film podsumowujący rok, ale to jest żmudny temat i póki co nie mam motywacji by się do tego zabierać (Ci, którzy montują filmy wiedzą ile godzin może trwać zmontowanie jednej minuty filmu).

Jazda Nissanem GTR po torze poznań

Jazda Nissanem GTR po torze poznań

W tym roku już drugi sezon trenowaliśmy z przyjacielem kalistenike. Wyniki, które osiągnąłem bardzo mnie zadowalają, zauważyłem też, że czuję się dużo bardziej sprawny i zwinny, niż gdy trenowałem na samej siłowni. Nie mogę doczekać się wiosny, kiedy znów wskoczę na drążek. Obyło się bez kontuzji, no prawie, ale o tym za chwilę. Kilka razy byłem na squashu, wakeboardzie, pierwszy raz grałem w badmintona (zajebisty), latałem na flyboardzie (takie buty odrzutowe) i w flyspocie (tunel aerodynamiczny imitujący skok spadochronem). Flyspot to był krok do skoku ze spadochronem, którego się cholernie boję. Chciałem poczuć jak to jest ‘lecieć’ i czuję, że po tej przygodzie jest mi dużo bliżej by podjąć decyzję by skoczyć.

Te dwie ostatnie rzeczy – flyboard i flyspot –, a także jazda po torze poznań Nissanem GTR-em (kupię go sobie),były też przełamaniem się do ‘spełniania marzeń’. Jak siebie znam, to zawsze odkładałem takie rzeczy, na ‘później’. Jak będzie więcej kasy. Bo co ja takie drogie przyjemności będę sobie wymyślał.

Przełamanie się do sprawiania sobie droższych ‚prezentów’ było bardzo ciekawym doświadczeniem. Bo po pierwsze czuję, że są one w moim zasięgu i nic wielkiego w budżecie się nie stało. A jednocześnie czuję, że doświadczenia te, mimo że przyjemne – są bardzo ulotne i nie da się na nich zbudować stabilnego życia. W każdym razie, taka iluzja za tym stała – że moje życie będzie naprawdę zajebiste, jak będę miał dostęp do takich właśnie zasobów. Mam. I tym bardziej czuję, że trwałe szczęście płynie z innej strony. Od relacji z rodziną i bliskimi, regularnej pracy (tej zarobkowej), pracy nad sobą (świadomości procesów, które mam w życiu), oraz regularnego sportu (mimo, że towarzyszy mi od małego, to dopiero w tym roku poczułem, jak dobrze na mnie działa).

Kolejnie – odkryłem w warszawie park trampolin. Zakochałem się w skakaniu, lataniu, nauczyłem się wreszcie salta do tyłu (miałem ogromny lęk by je zrobić, a wiedziałem, że jest dużo prostsze niż salto do przodu, które od lat umiałem). Mocną lekcją było uszkodzenie kręgosłupa szyjnego, podczas łączonej ewolucji, której na pewno nie powinienem robić, bo nie byłem do niej przygotowany. Chciałem mieć dobry materiał na kamerze (tak, tak, dla publiki) i uznałem, że słabo będzie wyglądać, jak będę robił tylko salta. Przez ponad tydzień poruszałem się jak jakiś marnej jakości robot, który by spojrzeć w bok musi obrócić cały tułów. Po ok 2 miesiącach wróciłem do treningów. Mocna lekcja. Dziś jak to piszę, to otwierają w Poznaniu park trampolin i wiem, że będzie to stały punkt na mojej mapie. I nie będę już przyśpieszał procesu nauki.

Mój przejazd w zawodach inline alpine

Mój przejazd w zawodach inline alpine

Na koniec największy smaczek tego roku. Zacząłem trenować Inline Alpine. Wiem, że jak to czytasz, to nie wiesz w ogóle o co chodzi. Już wyjaśniam. Jest to slalom na rolkach, gdzie jedziesz między tyczkami – tak jak na nartach, tyle że z asfaltowej górki. W ekspresowym tempie odnalazłem w tym pasję, a dzięki swojemu doświadczeniu na nartach i treningom równowagi szybko załapałem o co chodzi i po paru treningach wystartowałem w zawodach, w których zająłem… 3 miejsce.

Kończąc sezon, przesiadłem się na łyżwy, by nie wyjść z wprawy w motoryce i obecnie trenuję też na siłowni przygotowując się do nadchodzącego sezonu Inline Alpine, co do którego mam naprawdę duże plany. Jak je zrealizuję, na pewno o tym napiszę.

Teraz zdrowie – kolejny temat, który wypłynął w tym roku. Ze względu na swoją genetykę, nigdy nie musiałem patrzeć na to co jem. Mogłem wrzucać w siebie kilogramy śmieciowego żarcia i zawsze wyglądałem dobrze. W tym roku uznałem, że warto zostawić cukier i rzucałem go z 5-6 razy. Ci, co mnie bliżej znają, wiedzą jak komiczne to wyglądało, gdy najpierw zarzekałem się że nie jem cukru, po czym jak mnie kolejny raz widzieli, to wsuwałem czekoladki i wszystko inne co znalazłem na swej drodze. Przy końcu tego roku, nie jem cukru prawie miesiąc. Rzuciłem też kawę, od której byłem uzależniony i od dawna nie potrafiłem się z nią rozstać (jest super). Przetestowałem ok 20 suplementów, niektóre odczuwalnie działają i stosuję je nadal, innych działania nie odczułem, lub miałem problemy z sercem (Coluracetam, nie polecam). Zamiast kawy piję różne dziwne wywary i w domu mówią na mnie Panoramix. Teraz widzę, że cukier potrafi być naprawdę silnym nałogiem. Szczególnie w pierwszych dniach, w których nie jadłem cukru wychodziło na wierzch dużo więcej emocji, napięć. Ewidentnie zobaczyłem, jak nieświadomie sięgałem po słodycze w momentach stresu (zwróć uwagę w których ty sięgasz po coś słodkiego, niby tylko, bo masz ochotę, ale może jednak jest coś więcej pod tym).

Czuję, że cały przyszły rok, a w zasadzie całe życie jest pracą z żywieniem i chcę do tego przykładać więcej świadomości, której już teraz czuję bardzo miłe efekty.

Kolejny ważny temat – praca nad psyche. Jak podliczyłem, to pracowałem nad sobą z 6 osobami. Jakby mi ktoś dwa lata temu powiedział, że będę na coś takiego wydawał pieniądze (i to nie małe), to bym spojrzał na niego z politowaniem. Teraz się tylko uśmiecham myśląc o przyszłości i tym, jak życie potrafi się szybko zmieniać. Bezsprzecznie jest to dla mnie rok samopoznania. Pierwszy raz naprawdę spójnie zacząłem czuć, co jest dla mnie ważne. Na czym mi zależy. Zmiana jest tak duża, że jak patrzę w przeszłość, to czuję, że błądziłem po omacku. A jak patrzę w przyszłość, to naprawdę wierzę, że gdy ma się dobrą wizję na swoje życie i włoży się w realizację tej wizji trochę pracy, to dzieją się nie małe cuda.

Biznesowo był to najpiękniejszy rok ever. Mimo, że najcięższy. Konfrontowałem się z dziesiątkami lęków, które wracały. Że ludzie do mnie nie przyjdą, że mnie odrzucą, ocenią, wyśmieją. Że powiedzą że za drogo, że nie mam kompetencji. Mnóstwo pracy i wątpliwości, czy by tego nie zostawić i się nie zaszyć w jakimś bezpiecznym miejscu, gdzie mnie nikt nie będzie oceniał. Ale wciąż tu jestem, prowadzę swój gabinet i współpracuję z centrum tenisowym. Dzieją się dobre rzeczy i czuję, że w branży fizjoterapii zostanę na dłużej, zbuduję dobry, dochodowy biznes i będę wspierał rozwój wielu osób.

Pamiętam jak wydawało mi się, że w 2 miesiące będę miał pełno klientów. Minął rok z hakiem i dopiero teraz czuję, że pojawia się jakaś regularność. Za to pasji, którą znalazłem w pracy z ciałem, z ludźmi, nie da się w ogóle do pieniędzy porównać. Nigdy nie wierzyłem, że coś takiego jest możliwe. Zawsze w swoim modelu świata widziałem pracę jako miejsce, w którym muszę wykombinować jak zarobić jak najwięcej pieniędzy, by prawdziwe życie, w którym będę się dobrze czuł, sobie za te pieniądze kupić.

Wiem, że w branży fizjoterapeutycznej jest bardzo duży potencjał finansowy, ale naprawdę czuję, że mógłbympracować za darmo i i tak mam z tego radochę. A jak na złość, gdy nie spinam się zarabianiem pieniędzy, to pojawia się ich więcej, niż miałem wcześniej.

Z pracą związane są też studia. Nie są dla mnie jakoś bardzo obciążające, chociaż odczuwam te weekendowe zjazdy i czekam na poniedziałek, kiedy wreszcie odpocznę. Mogliby się przyłożyć do programu jak i jakości zajęć. Krótko mówiąc, jest nudno i stanowczo za mocno teoretycznie. W tym roku zrobiłem paręnaście kursów z fizjoterapii, bez których za nic nie wiedziałbym jak pracować z ludźmi. Na szczęście nie mam tego problemu, ale taki fizjoterapeuta, który kończy tylko studia – nie wie prawie nic o tym, jak poprowadzić pacjentowi terapię. W przyszłym roku mam już zaplanowanych kilka kolejnych kursów, tym razem sporo większych. Tekst o planach,(bo je lubię robić, po czym realizować) – być może napiszę już w przyszłym roku.

Podsumowując to podsumowanie – wiele z tych zmian w życiu sprowadza się do zmian w tworzeniu relacji. To też jest praca na całe życie, a bardzo intensywna na najbliższe lata, ale widząc zmiany czuję, że jest to praca warta wykonania. Myśląc, jak chcę by ten tekst wyglądał czułem, że z jednej strony mógłbym napisać całe podsumowanie roku od strony relacji, ale na dziś dzień czuję, że jest to zbyt intymny temat by tak otwarcie o nim pisać (i tak nigdy tak otwarcie się swoim życiem nie dzieliłem). Myślałem, by opisać rok bardziej od strony moich procesów wewnętrznych, ale na ten moment czuje, że forma w jakiej powstał jest uczciwa i zgodna z granicami, czym chcę się dzielić, a czym jeszcze nie. Co do relacji – to krótko – są zupełnie inne. Głębsze. Szczere. Na pewno jest w tym duża zasługa pracy terapeutycznej, w której zrozumiałem jak tworzę relacje i w jakie gry lubię grać(w wiele jeszcze gram, ale to też jest praca na całe życie), jak i całkowitego odstawienia alkoholu i innych zabawek. Na ten moment przekroczyłem 4 miesiące abstynencji, zamierzam zrobić minimum rok bez alkoholu.(jest naprawdę dobrze). Kiedyś już robiłem sobie pół roku abstynencji i było to też naprawdę dobre pół roku – bardzo stabilne i konkretne i na pewno (w moim przypadku, znam takich co używają sporo i jakoś jeszcze idą do przodu) jest to potężny czynnik przy realizacji długoterminowych planów.

Widząc jak to podsumowanie się rozrasta myślałem nawet by podzielić je na dwie części, ale udało mi się temat w miarę szybko zamknąć. Pisząc tekst myślę, że każdy z tych tematów – zdrowie, sport, biznes, relacje, mógłbym nawet opisać w osobnych tekstach. To wszystko się cały czas u mnie w życiu przeplata, a ja ciągle się uczę jak to dobrze połączyć. W sumie to młody jeszcze jestem. O tym też zdarza mi się zapomnieć.

Poniżej film z nart z tego roku: